Wilder – Fury. Rozdanie numer dwa. Role się odwracają

Wilder-Fury rewanż

Trash talking, czyli tłumacząc na język polski – śmieciowa gadka, to coś, co do perfekcji opanowali zarówno Deontay Wilder jak i Tyson Fury, bohaterowie rewanżowej walki, do której dojdzie 22 lutego w Las Vegas. Na szczęście obaj panowie potrafią też boksować. Czy w drugiej odsłonie tej konfrontacji w ringu znowu polecą iskry i kto tym razem przystąpi do niej w roli faworyta? Sprawdzamy to!

Sport bywa nieprzewidywalny, a niespodzianki są jego esencją. Kiedy w grudniu 2018 roku, w Staple Center w Los Angeles, Deontay Wilder i Tyson Fury spojrzeli sobie głęboko w oczy przed pierwszym gongiem, mało kto brał poważnie szumne zapowiedzi “Króla Cyganów”, iż potężnie zbudowany i starszy od niego o trzy lata brązowy medalista z Pekinu z 2008 roku, będzie żałował tego, że zgodził się na “wspólny taniec” z nim między linami. Może i Wilder nie tańczył tak, jak mu zagrał Fury, ale był wyraźnie zdezorientowany tym, że ktoś w ogóle może z nim nawiązać wyrównaną walkę. Anglik udowodnił wtedy, że jest potwornie niewygodnym przeciwnikiem i choć dwa razy leżał na deskach, za każdym razem wstawał z kolan i wracał do gry. Efekt? Po niejednogłośnej decyzji sędziowskiej ogłoszono remis.

“Król Cyganów” zapracował sobie na szacunek kibiców i bukmacherów

Wtedy zdecydowanym faworytem był Wilder. Szanse w tej walce rozkładały się mniej więcej w stosunku 65:35. Jednego wieczoru jednak Fury zapracował na szacunek nie tylko kibiców, ale i bukmacherów. Dziś sytuacja jest zgoła odmienna. Z roli sportowca skazanego na pożarcie, wyłania się… faworyt. Tym razem szanse rozkładają się zatem inaczej – według matematycznych analiz – 55:45 na korzyść “Króla Cyganów”.

Różnice w kursach na obu zawodników nie są duże, ale niektórzy bukmacherzy wyróżniają się spośród pozostałych. Najwyższy kurs na zwycięstwo Wildera oferuje bukmacher Betclic – 2.10. Z kolei Tyson Fury otrzymał najwyższy kurs od popularnej w Polsce Fortuny – 1.85.

Fury walczy tak, jakby miał na sobie… hełm i zbroję. Na jego głowę w pierwszej walce z Wilderem spadała masa ciosów i choć Anglik dwa razy był liczony, to jednak większego wrażenie to na nim nie zrobiło. Przynajmniej nie dawał tego po sobie poznać. A skoro wytrzymał 12 rund z królem nokautów (Wilder – 41 zwycięstw, 40 przez KO), to dobitnie świadczy o jego odporności, ale też i charakterze.

Co to wszystko oznacza? Ano to, że gdyby walka miała tym razem zakończyć się przed czasem, to większe szanse na KO daje się Amerykaninowi. Z drugiej jednak strony, czas będzie pracował na korzyść “Króla Cyganów”. Fury potrafi konsekwentnie punktować rywali, dlatego jemu z kolei daje się zdecydowanie większe szanse na zwycięstwo przez decyzję sędziowską. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można też przypuszczać, że tym razem ręka któregoś z bohaterów gali w Las Vegas powędruje w górę.

Eksperci od matematycznych analiz wyliczyli ponadto, że najbardziej prawdopodobne jest to, iż konfrontacja potrwa dłużej niż 8 rund. W tym miejscu każdemu powinna zapalić się kontrolka ostrzegawcza. To jest waga ciężka, jeden cios, nawet przypadkowy, może kompletnie zmienić przebieg bitwy. Trudno też przewidywać, że obaj panowie “wezmą się na przeczekanie” w pierwszych sekundach pojedynku. A one też bywają zdradliwe.

Patrząc natomiast z czysto sportowego punktu widzenia, warto zauważyć fakt, że obaj są w “kwiecie bokserskiego wieku”. Wilder ma 34 lata, Fury 31. Mówi się, że kariera pięściarza nabiera rumieńców po 30-stce, bo wtedy dopiero zaczyna stać za nim doświadczenie, odporność na ciosy, wyczucie timingu w ringu, umiejętność przetrwania kryzysów, a takie zdarzają się bardzo często w wadze ciężkiej, gdzie nie tylko liczy się mocny cios, ale też kondycja. Na tym poziomie trzeba to wszystko połączyć i wypracować niemal do perfekcji.

Wilder pewny siebie czy niepokorny? Fury nie pozostaje dłużny

Pierwsza konfrontacja w Los Angeles pomiędzy Amerykaninem i Anglikiem bynajmniej nie sprawiła, że obaj wypowiadają się teraz o sobie z szacunkiem. Konferencje prasowe z udziałem pięściarzy nadal bywają zabawne, ale ci, którzy nie preferują czarnego humoru, raczej mogą być zniesmaczeni. “Czuję, że jestem w takiej formie, że urwę mu głowę. To ja jestem królem dżungli” – oświadczył ostatnio Wilder. “Drastycznych zmian w swoich przygotowaniach nie poczyniłem. Piję teraz osiem litrów wody dziennie i masturbuję się siedem razy dziennie, żeby utrzymać odpowiedni poziom testosteronu” – nie pozostawał dłużny swojemu rywalowi Fury. A gdyby podczas wspomnianych konferencji nie było na sali ludzi z obozu obu panów, to z pewnością doszłoby do regularnej bitwy pomiędzy nimi jeszcze przed 22 lutego.

Ktoś takie zachowanie nazwie zapewne “pajacowaniem”. Tyle, że to też… część pojedynku. Obaj już dawno temu wpadli w sidła show-biznesu. Takie stworzyli kreacje. I dziwne by było to, gdyby nagle obaj spokornieli i zaczęli okazywać sobie wzajemny szacunek. W tym przypadku to byłoby wręcz nienaturalne. Wszelkie wypowiedzi Fury’ego i Wildera należy zatem traktować z dużym przymrużeniem oka. W Polsce też przecież mamy swoich mistrzów “trash talkingu”. Do tego zaszczytnego grona należą choćby Artur Szpilka czy Artur Binkowski. Najważniejsze jednak, by w tym wszystkim zawsze wygrywał sport.

Każdy chce zejść ze sceny niepokonanym

Amerykanin i Anglik mają jednak ze sobą więcej wspólnych cech. Oprócz tego, że są wybitnymi sportowcami, specjalistami od “trash talkingu” i mówią w tym samym języku, to jeszcze obaj nie wiedzą, jak smakuje porażka. Wilder stoczył w dotychczasowej karierze 42 walki. Wygrał 41 z nich, w tym 40 przez nokaut. Fury ma na koncie 30 konfrontacji, w tym 29 zwycięskich. I uwaga, obaj panowie też jeden pojedynek… zremisowali. Wiadomo, który.

Pierwsza porażka w karierze któregoś z nich może i nie jest pewna jak w banku, bo przecież druga, zremisowana konfrontacja z rzędu to nie jest zdarzenie, które należy przyrównywać z wylądowaniem kosmitów na Ziemi, to jednak remisy w boksie należą do rzadkich zjawisk. Dość powiedzieć, że takie polskie legendy jak Dariusz Michalczewski, Andrzej Gołota czy Tomasz Adamek, stoczyły w sumie 161 walk i tylko… jedna z nich była zremisowana. Przytrafiło się do Gołocie 16 lat temu, kiedy krzyżował rękawice z Amerykaninem, Chrisem Byrdem.

Porażka żadnemu z bohaterów gali w Las Vegas ujmy nie przyniesie, ale niewątpliwie zostawi wyraźną rysę na ich sportowym życiorysie. A każdemu z nich przecież zależy na tym, by, w myśl piosenki Perfectu, zejść ze sceny niepokonanym. Dlaczego? Bo obaj panowie lubią, gdy jest o nich głośno. Sława i chwała to czynniki, które ich napędzają.

Wilder – Fury. Gigantyczne zainteresowanie walką

Bitwa numer dwa Wildera z Furym wzbudza ogromne zainteresowanie nie tylko pięściarskiego świata, ale generalnie sportowego. Z całą pewnością arena w Las Vegas wypełni się w lutym po brzegi i to nawet mimo… kosmicznych cen biletów. Najdroższe wejściówki kosztują nawet 54 tysiące złotych. I z całą pewnością zostaną wyprzedane. Już dziś można zatem powiedzieć, że czeka nas najdroższa walka w historii boksu. Oby tylko nie rozczarowała sportowo, bo wszyscy przecież czekamy na wielkie widowisko.

O autorze

Łukasz Żaguń