Olympiakos – Arsenal, Liga Europy. Kto faworytem bukmacherów?

Olympiakos-Arsenal jak typują bukmacherzy

W 1/16 finału Ligi Europy los skojarzył ze sobą drużyny, które rywalizowały w europejskich pucharach na dwóch różnych frontach w tym sezonie. Olympiakos odpadł w fazie grupowej Ligi Mistrzów, natomiast Arsenal wygrał grupę F Ligi Europy. Faworytem do awansu wydaje się zespół grający na co dzień w Premier League, ale Olympiakos nie ma żadnych kompleksów w konfrontacji z angielskimi drużynami, co już niejednokrotnie udowadniał, zwłaszcza w Pireusie. Mecz zaplanowano na czwartek, 20.02 na godz. 21.

Olympiakos Pireus – Arsenal Londyn 20.02.2020 – Kursy bukmacherskie

BukmacherOlympiakosArsenal
STS3.102.25
Fortuna3.152.22
eWinner3.062.25
LV Bet3.152.25
forBET3.152.29

Jak widać w powyższej tabeli bukmacherzy stawiają na zwycięstwo Arsenalu Londyn, a najwyższe kursy na zakłady proponuje forBET.

Olympiakos gościł zespoły z Anglii w oficjalnych spotkaniach w sumie 15 razy. Wygrał siedem z tych meczów, cztery zremisował i w czterech też musiał uznać wyższość rywali. Ta statystyka jest dowodem na to, że ci, którzy węszą niespodziankę w tej rywalizacji, na pewno nie powinni trafić do szuflady z napisem: bajkopisarze.

W ponad 10-letniej historii rywalizacji Olympiakosu z Arsenalem (wcześniej w Lidze Mistrzów) pierwszych sześć z ośmiu dotychczasowych meczów kończyło się zwycięstwami gospodarzy. Ta tendencja odwróciła się nieco ponad cztery lata temu, kiedy to grecki zespół pokonał w Londynie “Kanonierów” 3:2. A z kolei londyńczycy nie pozostali dłużni rywalowi, rozbijając Arsenal w Pireusie 3:0. Od tamtego czasu historia pisze się na nowo.

Co by jednak nie mówić, Arsenalowi grecki klimat nie służy. Skoro jesteśmy przy liczbach, warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną statystykę. Z dziewięciu meczów, które mieli okazję rozegrać “Kanonierzy” w tym kraju, wygrali zaledwie trzy. Grecy bywają zatem bardzo niegościnni dla przybyszów z Anglii.

Co ciekawe, żadne z ośmiu spotkań pomiędzy Olympiakosem i Arsenalem w europejskich pucharach nie kończyło się bezbramkowym remisem. Co więcej, w konfrontacjach pomiędzy tymi zespołami padały średnio 3,3 bramki, a w pięciu meczach obie drużyny zapisywały na swoim koncie przynajmniej po jednym trafieniu. Biorąc pod uwagę też fakt, że prowadzący w greckiej Superleague Ellada Olympiakos strzela w tym sezonie średnio dwie bramki w każdym spotkaniu, a błąkający się w środku tabeli Premier League Arsenal – 1,3, można z dużą dozą prawdopodobieństwa przypuszczać, że obie drużyny mogą stworzyć w czwartek ciekawe widowisko, okraszone tym, co jest solą futbolu – bramkami.

Kto jest faworytem bukmacherów?

Tak jak wspominaliśmy na samym początku – faworytem spotkania w Grecji jest Arsenal, podobnie zresztą ma się sprawa w kwestii awansu do kolejnej rundy. Legalni bukmacherzy w Polsce wyliczyli, że “Kanonierzy” mają około 45 procent szans na zwycięstwo w meczu, około 32 procent daje się gospodarzom, a pozostałe 23 procent pozostaje na remis w tej batalii. Jeszcze bardziej korzystnie wyglądają dla angielskiego zespołu prognozy na awans do kolejnej rundy po dwumeczu. Wyliczono, że szanse rozkładają się 80-20 na korzyść Arsenalu. Przewaga wydaje się zatem miażdżąca, ale pamiętajmy, że to jest sport i to piłkarze muszą wybiegać swoje zwycięstwo na boisku. Na pewno nie zrobią tego za nich bukmacherzy.

Jeśli zagłębić się bardziej w ofertę, jaką przygotowali legalni bukmacherzy przed czwartkową batalią, można znaleźć jeszcze kilka ciekawych propozycji. Przewidują oni dla przykładu, że najbardziej prawdopodobne jest to, iż w meczu padną 2-3 bramki i przy tym obie drużyny zapiszą przy swoim wyniku co najmniej po jednym trafieniu. Taki zakład znajdziesz między innymi u bukmachera Fortuna.

Olympiakos – Arsenal. Szachowania nie będzie

O tym, że w czwartek żadnego szachowania nie będzie, a zespoły postawią na otwarty futbol, przekonuje też Pedro Martins, szkoleniowiec Olympiakosu. – Arsenal to bardzo niebezpieczny zespół. Podobnie jak oni, my także jednak kochamy ofensywny futbol. To prawda, że londyńczycy uchodzą za faworytów, ale my też będziemy mieli coś do powiedzenia. Zamierzamy kontynuować swoją przygodę z Ligą Europy, więc damy z siebie wszystko – powiedział w wywiadzie dla oficjalnej strony UEFA portugalski szkoleniowiec zespołu z Pireusu.

Jak zespoły radzą sobie w rodzimych ligach?

Rzućmy jeszcze okiem na to, w jakich nastrojach oba zespoły przystąpią do dalszych zmagań w europejskich pucharach. Jak to sprawdzimy? Przeanalizujemy, jak radzą sobie w rodzimych ligach. Bez dwóch zdań więcej powodów do celebrowania małych sukcesów miał jak dotychczas Olympiakos. Zespół z Pireusu nie przegrał jeszcze żadnego z 23 spotkań, a tylko sześć z nich zremisował. Zgromadził 57 punktów, ale co ciekawe, wcale… nie deklasuje wszystkich swoich rywali. Po piętach depcze mu bowiem PAOK Saloniki, który zgromadził zaledwie dwa punkty mniej. W tym sezonie grecki team przegrał w domu tylko raz. Sposób na niego zdołał znaleźć jedynie Bayern Monachium w Lidze Mistrzów. W październiku ubiegłego roku obie jedenastki stoczyły ze sobą pasjonujące widowisko, okraszone pięcioma trafieniami i zakończone zwycięstwem monachijczyków 3:2.

Arsenal natomiast to w tym sezonie… przeciętniak w Premier League i król remisów. Z 25 batalii punktami z rywalami podzielił się aż 13 razy, a wygrał zaledwie sześć spotkań. Gorzej pod tym względem spisują się w angielskiej lidze jedynie Watford i Norwich City, czyli zespoły okupujące dwie ostatnie lokaty w PL. I biorąc pod uwagę już nawet to, że w europejskich pucharach mobilizacja zawsze jest na najwyższym poziomie, to jednak piłkarzom Arsenalu brakuje po prostu argumentów piłkarskich w tym sezonie.

Duża różnica pomiędzy zespołami widnieje również w statystyce skuteczności. W 25 meczach Olympiakos strzelił 46 bramek, tracąc przy tym zaledwie dziewięć, z kolei zawodnicy Arsenalu w 25 konfrontacjach trafili do siatki rywali w sumie 32 razy, tracąc aż 34 gole. Trzeba tutaj jednak mieć na uwadze to, że różnica pomiędzy poziomem ligi greckiej i angielską Premier League, jest, delikatnie rzecz ujmując, wyraźnie zauważalna.

O autorze

Łukasz Żaguń